| Recenzje / Quidam - Bez (pół)prądu |
 |
Quidam - Bez (pół)prądu
Gdy dostałam informację o nowej płycie Quidam i propozycję zrecenzowania jej, w mojej pamięci obudziło się pewne skojarzenie, na zasadzie "wiem, że dzwonią, ale nie wiem, w którym kościele". Po jakimś czasie uprzytomniłam sobie, że Quidam znam z nocnych (a w zasadzie wczesnorannych) audycji Piotra Kosińskiego, przez które bardzo długo chodziłam niedospana w soboty. "Noc muzycznych pejzaży" to był właśnie mój pierwszy kontakt z zespołem - kontakt bardzo przyjemny.
Płyta "Bez (pół)prądu" to zapis koncertu, jaki odbył się w Teatrze Wielkim w Inowrocławiu, w sierpniu 2006 roku. Tak więc to materiał bardzo świeży, przynajmniej pod pewnym względem - bo utwory są znane już z wcześniejszych płyt, za to w nowych, bo pół-akustycznych aranżacjach.
Już sam zespół swoją muzykę opisuje jako "art-rock z elementami folku" i trudno się z tymi określeniami nie zgodzić. Przez flet Jacka Zasady i pejzażowe rockowe granie reszty zespołu oraz natchniony wokal Bartka Kossowicza, Quidam przypomina mi połaczenie Jethro Tull z domieszką Pink Floydów, nawiasem mówiąc, na krążku pojawia się zresztą cover Brytyjczyków. Moją uwagę z początku przykuł jednak nie "Wish you were here", a "Sanktuarium" - w którym brawa przede wszystkim dla Zasady, za wymalowanie niezwykle efemerycznego klimatu brzmieniem swojego instrumentu, w duecie z fortepianem Zbyszka Florka. Plusem jest też język polski, którego ostatnio wokaliści unikają jak ognia (bojąc się pretensjonalności? zbytniej intymności?). No ale "Sanktuarium" to jeden z pierwszych utworów Quidam, od tego czasu Kossowicz bardziej zaprzyjaźnił się z angielskim. Wspomniany cover Floydów za to niespecjalnie do mnie przemówił - zbyt głęboko w pamięci siedzi mi barwa głosu Davida Gilmoura, który postawił poprzeczkę tak wysoko w pierwotnej wersji, że każda następna siłą rzeczy musi być słabsza. Podobnie trochę z "Nights in white satin" Moody Blues - brakuje mi tej pompy, chropowatości i mocy wokalu, którym tak urzekł nas Hayward w 1967 bodajże. Choć Kossowicz bardzo się stara i źle nie wypada. Ale jednak...
Quidam na żywo plusuje nienagannością wykonania (na palcach policzyć można wokalistów, którzy nie kicksują, kiedy mają zaśpiewać bez pomocy studyjnych tuszy) i rozmachem aranżacyjnym. Cały czas w ich muzyce coś się dzieje, tak w strukturze, jak i frapujących harmoniach, różnorodności brzmień, klimatu, rytmiki... słucha się tego z zainteresowaniem i podziwem. Trudno się zresztą spodziewać czegoś innego, muzycy inspirują się najlepszymi (tak, w "The Fifth Season" pewna partia wokalu skojarzyła mi się jednoznacznie z Peterem Gabrielem, okazało się, że nie bez przyczyny). Określenie "muzyka ambitna" zdaje się być już nieco wyświechtane, ale tu pasuje jak ulał. Ambitna i artystyczna.
Kaśka Paluch
-------------------------
Kaśka Paluch studiuje muzykologie w Krakowie.
prowadzi bloga: www.krytykamuzyczna.blox.pl
Jest twórcą serwisu: www.80bpm.net
Współpracuje z serwisem Scena.Wloclawek.pl
Przeczytaj recenzję najnowszej płyty Quidam - Alone Together
|
 |
| |
|
|
|
|