| Quidam - 'Alone Together' |
 |
Quidam - Alone Together
Ostatnim razem moje spotkanie z Quidam wypadło przy okazji premiery ich koncertówki „Bez (pół)prądu”. Skądinąd było to spotkanie całkiem przyjemne, uruchamiające w głowie całą paletę skojarzeń i odniesień do czasów, kiedy pod nieobecność starszego brata zabierałam z jego kolekcji kasety Pink Floyd, Petera Gabriela i Jethro Tull. Szerokie spektrum gitarowego brzmienia, kolaboracje z elementami folklorystycznymi i niezwykła nastrojowość – to cechy wyżej wymienionych grup, z których Quidam czerpie pełnymi garściami. Za to właśnie ich lubię.
Rok temu słuchałam koncertowych wersji kilkunastu zebranych utworów z całego czasu działalności Quidam, tym razem w odtwarzaczu kręci się płyta wyprodukowana w studio, z brzmieniem czystym, wyrazistym i głębokim. Nie wspominam o tym bez powodu, dźwięk krążka szlifowany był bowiem przez trzy tygodnie w studio Radia Merkury i słychać, że praca nie poszła na marne. Każda drobna nutka daje się wychwycić bez specjalnego wysiłku, co jest dość istotnie przy muzyce tak złożonej jak kompozycje z Inowrocławia.
Niezwykłe wrażenie wywołuje otwierający album „Different” – selektywne fortepianowe akordy, flet, wokal oparty na melancholijnej linii melodycznej budują atmosferę liryczną, nieco wyciszoną, podsycaną później wejściem pełnego brzmienia zespołu. Świetny start, dobrze określający to, czego możemy spodziewać się w dalszej części płyty. Wspominałam, że dobra produkcja studyjna krążka nie poszła na marne – dlatego, że dzieje się na nim dużo. Standardowy skład rockowy podrasowany jest elektroniką, a flet Jacka Zasady wprowadza atmosferę etniczną impregnowaną folklorem jeszcze bardziej przez cytrę i xaphoon Piotra Nazaruka. Do odważnych konfiguracji instrumentalnych dołącza też saksofon altowy Piotra Rogóża i usubtelniający to wszystko wokal Emilii Nazaruk, dawnej wokalistki Quidam (wtedy jako Derkowska). Nieczęsto, zwłaszcza dziś, spotykam się z zespołami o tak szerokich horyzontach i umysłach otwartych na niebanalne rozwiązania.
Czasem to dobre wrażenie psują jednak pewne braki w wokalu. Podczas odsłuchu „Depiciting Colours of Emotions” miałam wrażenie, że Bartosz Kossowicz męczy się śpiewając w wysokich rejestrach. Intonacyjnie balansuje na granicy, a ja odczuwam ulgę kiedy schodzi tonalnie o piętro niżej. Może to sygnał by poćwiczyć nieco wspinaczkę na wysokości? Ale sam utwór prezentuje się zadowalająco – muzycy dali sobie dziesięć minut na to, żeby zaprezentować swoje umiejętności aranżacyjne i mają za to u mnie szkolną piątkę. Generalnie warstwa instrumentalna i pomysły na konstrukcje utworów zasłaniają wszelkie braki, jakich (choć nie zawsze) doszukuję się w wokalu.
„Alone Together” to solidny, dobry album, z którym przyjemnie spędzi czas każdy entuzjasta nie tylko progresywnego brzmienia, ale przede wszystkim muzyki, w której – choć to może paradoksalny względem tytułu wniosek – zawarto pełnię życia.
Kaśka Paluch
-------------------------
Kaśka Paluch studiuje muzykologie w Krakowie.
Prowadzi bloga: www.krytykamuzyczna.blox.pl
Jest twórcą serwisu: www.80bpm.net
Współpracuje z serwisem Scena.Wloclawek.pl
Przeczytaj recenzję poprzedniej płyty Quidam - Bez (pół)prądu
|
 |
| |
|
|
|
|